fraktale

– Mariannie Bocian pośmiertnie żywej

jak dolina idąca na spotkanie wyżyny
jak obraz co z obrazu chwilą dla chwili
wychodzi na spacer w rejony z mroku nie
zakryty gdzie robotnik ostatniej godziny
poeta sekund liczyć nie umie ale wierzy 
że jedno z drugiego bierze linię i zew 
amplitudę otwartego zbioru kolorów
TAM chwile są nieskończone w nas 
przechodzą ze znaku w żywy znak A
płaszczyzna w widok przez który nam
trzeba wsłuchiwać się w przestrzeń i 
wciąż być w zdarzeniu niewiadomą 
bo kształt do końca nigdy NIE JEST
wypowiedziany i dlatego jest brzeg
linia gruba rodzący wzór do głębiny
jakby z oceanu wołanie co już umie
głębokość objąć z po-wieki zacząć
na nowo musi swą myśl od ręki 
i oka myśli uchodzi zawsze
w przedmiot przedmiotu i
nanosi znakom swój czas 

Dodaj komentarz