Stanisław Chyczyński recenzja książki „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy”

Zbigniew Ikona – Kresowaty – jako poeta i malarz – należy do grona twórców takich jak ongiś był Stanisław Wyspiański, a dziś to grupa takich poetów jak: Jolanta Baziak, Jacek Durski, Stefan Rusin, czy Tadeusz Wyrwa – Krzyżański, zalicza się tu jeszcze kilku innych, którzy działają dwutorowo: w słowach i w obrazach. Jak to zwykle bywa w takich twórczych przypadkach, można mówić o ewentualnym zintegrowaniu literatury z plastyką, jako że ożywia je ta sama (autorska) wyobraźnia. Być może twórczość Kresowatego ( 6 zbiorów wierszy oraz 2 książek publicystycznych: „rozmów artystycznych” z wybitnymi koryfeuszami Kultury Sztuki i Nauki oraz zredagowany autorsko Almanach Twórców Ziemi Strzegomskiej i Regionu), jest tutaj najlepszym przykładem, ponieważ charakter jego wierszy ściśle odzwierciedla aurę jego: rysunków oraz malowideł i ikon. Po raz kolejny przekonuje mnie o tym jego nowa książka pt. „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy”, jak zwykle ilustrowana grafikami wrocławskiego artysty. 
      Głos fruwającej sepii zdjęcie 
      zdjęty surrealistyczny obraz 
      ze znaczeń ja pożywiam się 
      teraz snem (…) 
           („zrozum synu NIGDY”) 

Oto słowa wprawdzie wyrwane z kontekstu. Ale dobrze oddające specyfikę liryk Kresowatego. W sposób metaforyczny i po części dosłowny. Jego wiersze i rysunki, utrzymane w duchu surrealizmu, na równi tchną subtelną onirycznością. Nagromadzenie odległych skojarzeniowo rekwizytów wywołuje wrażenie gorączkowej pracy wyobraźni nawet podczas snu. Dlatego poezja i plastyka autora tomu wcześniejszego „Nie opóźniać spojrzenia” dają się różnie odczytywać podczas kolejnych z nimi spotkań – niemal w zależności od pory dnia lub pory roku. Przy czym odbiorca nigdy nie zyskuje pewności, czy poszedł za tropem myśli nadawcy. 

„Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy” – tytuł faktycznie intrygujący, ale daremnie by szukać w zestawie niemal stu utworów tytułowego wiersza. Jedynie podobne, zdublowane wyrażenie spotykamy w motcie do wierszy „stał się bełkotem świat” i „Siekierezada”, traktujących o tragedii z 11-go września 2001 roku za oceanem. Marzeniem Steda był spokój, bez ujadania psów, kiedy nocą szedł przez obcą wieś. Jakie może być „kynologiczne” marzenie Ikony – Kresowatego? – Artysta nie mówi o tym wprost, chociaż pies to zwierzę, które regularnie pojawia się w jego wierszach. Już to jako smutny zezwłok przy drodze (wiersz „tren dla psa”), już to jako kamienna rzeźba („psy na fontannie II”), już to jako stróż cudzych włości („węch”), już to jako wymowne porównanie („kundel”). Pomijam „psią gwiazdę”, w której po prostu chodzi o Syriusza jak u Morsztyna. Ciekawe, że psy u Kresowatego mają najczęściej „anielskie oczy” (por. na str. 44, 51, 63). Dotyczy to zapewne, jak mniemam, również oczu „wczesnych wrześniowych psów” 
(w tym wypadku powinny to być oczy anioła zagłady). Skoro pies może mieć „oczy anioła”, to porównanie człowieka tutaj do czworonoga nie ma obelżywego wydźwięku (por. wiersz „na autostradzie psi człowieku”). 

Niewykluczone, że ostatni uczeń profesora Gepperta, w dawnym mieszkaniu twórcy „Kartoteki”, hołubi jakiegoś brytana o wdzięcznym imieniu Rambo lub Cezar(?). To by wiele wyjaśniało…A jest taka fotografia pomieszczona przy notce tomiku „Nie opóźniać spojrzenia”, gdzie poeta siedzi przy swoim biurku z jakimś wilczurem. 

Jako poeta Zbych Ikona – Kresowaty kojarzy mi się także ze św. Janem Chrzcicielem, czyli Babtystą, który kiedyś przyszedł prostować ścieżki, czy też je przecierać. Głos wołającego na pustyni. Z wierszy Kresowatego też słychać ostrzegawcze nawoływanie: „nadciąga czas komety” (s. 24). Jak wiadomo (choćby z obrazów Artura Grottgera) kometa przed wiekami była zwiastunem wielkich nieszczęść. Można je przeczuć proroczo już dzisiaj, albowiem „zapach uryny/ unosi się aż za oceany” (s. 71). A skąd? z Talibanii – jak to nazywa pomysłowo autor (ibidem). Czyżby miała się spełnić straszna przepowiednia królowej Saby, że zagłada przyjdzie ze Wschodu? Zewnętrzne zagrożenie to jedno, a sprawa wewnętrznego rozkładu to drugie. Artysta, dla którego chrześcijański symbol, krzyż – jest „znakiem dodawania/ dobra do zła” (s. 107) lub „dodawaniem ziemi do nieba” (s. 96), doskonale wie, że zachodnia cywilizację toczą schorzenia samorodne, autogenne, ponowoczesne (” – giną znaczenia/ na odnowę zawsze wojna?”, ibidem). Dlatego o sobie pisze z przekąsem: 
      właściwie łażę po śmietnikach prawd 
      zbieram i głaskam kalectwo świątków 
      węszę na targowiskach 
      (…) 
           („kundel”) 

Poeta o inklinacjach do metafizyki musi mieć swoiście rozwiniętą samoświadomość, może nawet pielęgnować w sobie poczucie nadzwyczajnej misji, dlatego dodaje gdzie indziej: „oto ja klin wbity/ w punkt 0” (s. 15). Orędownik, wierny fundamentalnym wartościom i wcześniej dokonanym wyborem światopoglądowym (Dostojewski; między Bogiem a prawdą), podąża po przodu i wzwyż: 
      idę i ja chętny Jakub jak po schodach 
      jak po zastygłych falach morskich 
      A pierścień zaciska się wokół 
      a moje źródła pęcznieją gdy staję 
      na Górze – (…) 
           („Horyzont(?)”) 

Od strony formalnej, kompozycyjnej, wiersze Zbigniewa Ikony – Kresowatego są dość skomplikowane. Łamane wersety. Liczne wtrącenia, aluzje, cytaty, metafory, eksperymenty słowne (np. z łącznikami) zwiększają ich polisemię. Pewna predylekcja autora do mnożenia różnych asocjacji i dodatków może nawet przytłaczać neurastenicznego czytelnika myślowo oraz wzbudzać poczucie zagubienia w motywach i wątkach, w osobach i sprawach, w apelach i przesłaniach. Dlatego ja osobiście wolę oszczędne w słowa, krótsze, klarowne teksty, których wzorową egzemplifikacją pozostaje kontrowersyjne w wymowie „ważenie życia – II”. W pozostałych wyszukuję sobie szczególnie celne spostrzeżenia w rodzaju: ” co roku mroźniejszy czas/ bo ciepło coraz droższe/na nasze Betlejem” (s. 29). W tym sensie jestem poszukiwaczem pereł. Gdybym był upierdliwym Momusem, powiedziałbym z przekąsem „reszta jest tylko/ mrokiem” (s. 14). Żartowałem, żartowałem – sam niekiedy lubię mroczność, splątanie, ciemnię…

Stanisław Chyczyński

Zbigniew Kresowaty – „Jeszcze mrużą oczy wczesne wrześniowe psy”, Wydawnictwo MINIATURA, Kraków 2008,
s. 174, rysunki i opracowanie zbioru autor.

Dodaj komentarz